Ksiądz Oko, Jezus i Nietzsche

Nauka jest bezlitosna. Helisa DNA nie pyta o biskupów ani papieża o imprimatur. Kościół zwalczał teorie Galileusza, Giordano Bruna, Kopernika. Czy to, że ziemia się kręci wokół słońca a nie odwrotnie to teoria czy ideologia? Oczywiście to teoria, za którą podąża ideologia. Dalszy cios w nieruchomego kościelnego Petrusa to teoria Newtona. Tu jednak Kościół podwinął ogon a teorię względności Einsteina przełknął z goryczą. Jeśli chodzi o czarne dziury, teorię strun czy dziwaczną i sprzeczną z potoczną logiką teorię nieoznaczoności Heisenberga, to ani papież ani tym bardziej ksiądz Oko jeszcze się nie wypowiedzieli.

Trudniej w dzisiejszych czasach atakować teorie fizyczne, gdyż jak bardzo by nie były abstrakcyjne, to często przekładają się na konkretne materialne rezultaty. Przecież to dzięki teorii względności wynaleziono bombę atomową. Łatwiej obiektem ataku zrobić jakąś nauka z dziedziny humanistyki. A teoria gender lokuje się gdzieś na przecięciu antropologii, biologii, socjologii i filozofii. Wyciągając działa przeciw gender przy okazji dostało się strukturalizmowi, fenomenologii, dekonstruktywizmowi i oczywiście marksizmowi. Trochę to dziwne, bowiem sam Jan Paweł II w swych dziełach filozoficznych jak chociażby Osoba i czyn powoływał się na wielkiego fenomenologa Maxa Schelera.



Dekonstruktywizm zaś jest dzieckiem hermeneutyki filozoficznej czyli sztuki czytania tekstu. Także Biblii. Wśród wybitnych teologów chrześcijańskich wielu było hermeneutami. Np. Bultmann czy Ricouer. Dlaczego im się nie dostało po oczach od ojca Oko a tylko Derrida i Deleuze a także Levi Strauss stali się wrogami Kościoła i inspiratorami gender? Szczerze mówiąc nie wiem.

Chociaż mogę się domyślać. Dekonstrukcja jak sama nazwa wskazuje dekonstruuje to co jest oczywiste. Np. tzw. prawdę. Tak jak prawdą było przez stulecia, że słońce się kręci wokół Ziemi a kilo pierza jest lżejsze niż kilo żelaza. Prawda w obcęgach hermeneutyki i dekonstrukcji pokazuje swoje szwy, swoje spoiny i koniec końców okazuje się, że za prawda stoi coś co brzydko pachnie: zwyczajna walka o władzę.

Teologia i metafizyka często służyły władzom tego świata. A ryk armat nie zagłuszał pieśni kościelnych. Razem grały unisono. Za każdym metafizyczny kolosem czy to będzie Bóg, prawda czy Dobro skrywa się często zwyczajna brutalna władza o panowanie nad ludźmi. O tym już mówił Nietzsche w XIX wieku, a w XX wieku pociągnął tę myśl Michel Foucault a na terenie teorii płci Judith Butler, Monika Wittig i inni. Tak jak astronomia obaliła centralną pozycje Ziemi w kosmosie tak humanistyka obala gmach teologicznych quasi prawd. Tym bardziej, że jak mówi Nietzsche nie da się ich wywieść od nauk samego Jezusa tylko od wielkiego uzurpatora, który Jezusa nawet nie poznał, Pawła z Tyrsu.

Polski Kościół walcząc przeciw gender nie walczy o Jezusa z Kazania na Górze tylko o władze nad ludźmi, która mu się wymyka i chyba jednak wymknie na amen. Jezus był buntownikiem, krytykiem uderzał w pozorne oczywistości faryzeuszy. Przeciwstawiał się. Był odważny. Zapłacił za to najwyższą cenę. Tak często kończą buntownicy. Gender go nie zajmowało. Podobnie nie zajmował się zjawiskami queer. A przecież w ówczesnym cesarstwie rzymskim aż się roiło od gejów, transwestytów, świętych hermafrodytów.

Jego nie interesowało jak kto się ubiera czy kim się czuje w sensie płci. Nurtowało go odnalezienie Królestw Bożego w sobie. A to mógł uczynić każdy: celnik, Żyd, Rzymianin, Samarytanka, ladacznica, homoseksualista czy ktoś aseksualny. Te cechy nie są istotne dla człowieka w jego poszukiwaniu prawdy bożej. W języku Arystotelesa i Tomasza to były przypadłości. Dopiero Paweł z Tarsu, który dla Nietzschego jest wyrafinowanym manipulatorem zrobił z nauki Jezusa broń przeciwko wszystkim, którzy myślą inaczej niż on i jego następcy.
Trwa ładowanie komentarzy...